Z deszczu pod rynnę
Nie lubię poniedziałków. W zasadzie każdego. A ostatniego najbardziej. I w zasadzie nie lubiłam. Czas przeszły dokonany. Z deszczu codziennych problemów wpadłam pod rynnę Bożych błogosławieństw. Dosłownie. Ten poniedziałek miał być najgorszy ze wszystkich. Byłam o tym przekonana, gdy tylko…

Najnowsze komentarze