Jezus też płakał

Jezus też płakał

Dlatego nie wstydźmy się emocji. Zrzućmy maski. Śmiejmy się, żartujmy, bądźmy szczęśliwi. A gdy przyjdą chwile zadumy lub przygnębienia, nawet nie do końca określonego, pozwólmy sobie na smutek. Nie bądźmy neutralni. Żyjmy. Czujmy. Reagujmy. Gdy trzeba – wypłaczmy nasz żal. Pozwólmy sobie być słabi. I nie dajmy sobie wmówić, że okazywanie emocji jest złe. Bo nie jest. Lub że katolik musi być zawsze szczęśliwy, uśmiechnięty i pogodny. Owszem, jesteśmy dziećmi Boga, odkupionymi i zbawionymi w Jezusie Chrystusie królewskimi dziedzicami. To wielka radość! Ale tak jak każde dziecko czasami możemy się też poparzyć, przewrócić, poczuć ból, strach, złość, smutek. Uśmiechanie się w tych momentach jest po prostu nienaturalne.

Jezus też czuł strach.
„Wtedy ukazał Mu się anioł z nieba i umacniał Go. Pogrążony w udręce jeszcze usilniej się modlił, a Jego pot był jak gęste krople krwi, sączące się na ziemię” (Łk 22, 43-44).
I też płakał. Nad Jerozolimą, nad śmiercią Łazarza…
„Gdy był już blisko, na widok miasta zapłakał nad nim” (Łk 19, 41). „Gdy więc Jezus ujrzał jak płakała ona i Żydzi, którzy razem z nią przyszli, wzruszył się w duchu, rozrzewnił i zapytał: «Gdzieście go [Łazarza] położyli?» Odpowiedzieli Mu: «Panie, chodź i zobacz!». Jezus zapłakał” (J 11, 33-35).

I z pewnością nie był szczęśliwy z powodu zdrady Judasza. A przecież jest Bogiem.

W takich sytuacjach, w chwilach rozczarowania, żalu, opuszczenia i tym podobnych, warto skorzystać z rady o. Adama Szustaka:

„Opłacz to, wykrzycz to, a później weź się w garść, stań na nogi i zacznij żyć. Możesz żyć tak szczęśliwie, że głowa mała!”
 

No właśnie. Nasze emocje to nasz przyjaciel. Zwłaszcza te negatywne. Ponieważ często właśnie one są pierwszym pierwszym i najważniejszym czynnikiem wczesnego ostrzegania nas przed wpakowaniem się w kłopoty.  Nawet jeśli trwają dłuższy czas, bo starasz się je zagłuszyć. Bo tym razem musi się udać. Bo ufasz. Bo co ludzie powiedzą. Bo boisz się porażki.

À propos porażki – wpadły mi ostatnio w ręce bardzo mądre słowa:

„Nie odniosłem porażki. Po prostu odkryłem 10.000 błędnych rozwiązań.” (Thomas Edison)
 

Budujące, prawda? Dla mnie bardzo.

 

Zatem jeśli właśnie teraz złościsz się lub płaczesz np. z powodu czyjegoś zachowania, bo zamiast zrozumienia wraca do ciebie odbita piłeczka, i jeśli to się powtarza już któryś raz z rzędu, to to  wcale nie musi oznaczać, że jesteś HSP lub w depresji. Jeśli zamiast rzeczowych argumentów ktoś próbuje uderzyć w twoją emocjonalność to prawdopodobnie właśnie znalazłeś błędne rozwiązanie podjętej wcześniej decyzji. Co do pracy, związku, nowych znajomości itd. W zależności od konkretnej sytuacji, zawsze możesz coś z tym zrobić. Pójść do spowiedzi, poszukać mocnych rekolekcji, spróbować terapii małżeńskiej, starać się zmienić otoczenie lub po prostu wycofać się z toksycznej relacji. I zacząć żyć. W Prawdzie.